Ted Cruz wygrał prawybory republikanów w stanie Iowa. Mówi, jak nawrócił się do Jezusa!

  • czwartek, Lut 04 2016
Ted Cruz po zwycięstwie w stanie Iowa Ted Cruz po zwycięstwie w stanie Iowa fot. PBS/YouTube

Ten, który pokonał Donalda Trumpa w pierwszych prawyborach prezydenckich w USA, mówi o swojej wierze.

Ted Cruz, senator z Teksasu, wygrał pierwsze starcie o prezydencką nominację wśród republikanów. W pierwszym przemówieniu oddał chwałę Bogu.

Jest synem pastora, ale nie wszystko w jego i jego ojca życiu było oczywiste.

W wywiadzie ujawnił, jak to się stało, że przyjęli zbawienie, spotkali Jezusa.

Oto co mówi:

Mój ojciec został pastorem dopiero w późniejszym okresie życia. Kiedy byłem dzieckiem, zajmował się biznesem. Bardzo angażował się w kościół, ale pastorem został dopiero, gdy byłem już dorosły. Dorastałem jednak w kościele i wiara była integralną częścią naszej rodziny. Kiedy miałem trzy latka, moi rodzice żyli w Calgary i wtedy jeszcze nie byli wierzący. Zdecydowanie za dużo pili, a mój ojciec postanowił nas opuścić. Zostawił moją matkę i mnie i pojechał z powrotem do Teksasu, do Houston. Stwierdził, że nie ma już czasu być ojcem i nie chce być mężem. Wolał być sam.

Nie było go parę miesięcy. Gdy był w Houston, jego kolega z przemysłu naftowego zaprosił go na studium biblijne. Poszedł. Był zdumiony i zaskoczony pokojem, jaki wszyscy tam mieli, mimo że każdy z nich stawiał w życiu czoło różnym wyzwaniom. Życie żadnego z nich nie było łatwe.

Jak wspomina, jedna z kobiet powiedziała, że jej syn ją bił, żeby dostawać pieniądze na narkotyki. A mimo to miała ten pokój. Jeden z wersetów określa to jako "pokój, który przewyższa wszelki rozum". On nie mógł tego zrozumieć. To nie miało dla niego sensu. Bo jak mogła mieć pokój przy tak okropnym życiu rodzinnym? Zaczął zadawać pytania, a małżeństwo, u którego odbywało się to studium, powiedziało: "nasz pastor przyjeżdża jutro. Może przyjdzie Pan i go zapyta?".

Zgodził się. Wrócił tam kolejnego wieczoru i przez cztery, pięć godzin dyskutował z tym pastorem. Mój ojciec był wtedy młody i bardzo, bardzo bystry. Był naukowcem, ateistą i był przekonany, że wszystko wie. Uważał, że religia nie może być prawdą, więc dyskutował z pastorem do godziny 23. Wtedy zapytał: "a co z człowiekiem z Tybetu, który nigdy nie słyszał o Jezusie?". Wtedy pastor, Gaylon Wylie (był pastorem kościoła baptystów Clay Road), postąpił bardzo mądrze i nie połknął haczyka, bo przesiedziałby tam kolejnych cztery, pięć godzin. Zamiast tego powiedział: "Raphael, nie wiem, co z człowiekiem z Tybetu, ale ty usłyszałeś o Jezusie. Jakie jest twoje usprawiedliwienie?". Tata mówi, że to uderzyło go jak tona cegieł. Uklęknął i oddał swoje życie Jezusowi. To go przemieniło.

W następną sobotę poszedł do tego kościoła, został ochrzczony. Potem pojechał na lotnisko, kupił bilet do Calgary i wrócił do mojej mamy i do mnie. Wielu ludzi zastanawia się czy wiara jest realna. Ja mogę powiedzieć, że gdyby nie przemieniająca miłość Chrystusa, to zostałbym wychowany przez samotną matkę bez taty w domu.

Niedługo potem wszyscy troje przeprowadziliśmy się do Houston, a następnego roku moja matka również została zbawiona. Więc jako dziecko dorastałem w kościele, a potem, gdy miałem 8 lat, pojechałem na letni obóz Clay Road razem z moją kuzynką, Bebe, która była ode mnie starsza o pięć lat. Była dla mnie jak siostra. Na tamtym obozie oboje zostaliśmy chrześcijanami. Przyjąłem chrzest. To zmieniło nasze życie.

Podczas mojej obecnej kampanii miała miejsce niesamowita rzecz. Mieliśmy duży wiec w Murfreesboro w stanie Tennessee. Przyszło tam kilka tysięcy ludzi. Bez mojej wiedzy, Gaylon Wylie, po przejściu na emeryturę przeprowadził się do tego stanu i tam mieszkał. Przyszedł na ten wiec.

Na kilka minut przed jego rozpoczęciem ktoś powiedział mi, że będzie na nim obecny. Poprosiłem, żeby wyszedł do przodu. Nie widziałem go od 35 lat. Po raz ostatni widziałem go, mając jakieś 10 lat. To była niesamowita chwila, że mogłem podziękować mu za to, że podzielił się ewangelią tamtego wieczoru 15 kwietnia 1975 roku w Houston.

To zmieniło nie tylko życie mojego ojca, ale i mojej mamy, moje, mojej żony Heidi i naszych dzieci. Jesteśmy częścią całych pokoleń dotkniętych przez dzielenie się Dobrą Nowiną.

Źródło: Charisma News