Postronny obserwator szedł w warszawskim Marszu dla Jezusa. Opowiada o swoich wrażeniach

  • piątek, Lip 17 2015
Postronny obserwator szedł w warszawskim Marszu dla Jezusa. Opowiada o swoich wrażeniach fot. Facebook/Marsz dla Jezusa

Przyłączyłem się do orszaku, pytając uczestników o ich motywację i potrzebę deklarowania swojej wiary innym - tak swoją relację z Marszu dla Jezusa rozpoczyna ktoś, kto nie miał z nim wcześniej nic wspólnego.

To jeden z redaktorów serwisu vice.com, prawdopodobnie Paweł Mączewski (podpisuje się jedynie pod zdjęciami w artykule).

Na marszu w pierwszej kolejności postanowił porozmawiać z mężczyznami, którzy szli na przedzie marszu i trąbili w szofary.

Na pytanie czy wiara jest we współczesnym świecie zagrożona, jeden z nich o imieniu Dawid miał odpowiedzieć, że jest "atakowana nie tylko przez islam, ale przez środowiska lewicowe, które sprzedały swoją duszę za talerz zupy".

- Prędzej czy później każdy z nich jednak umrze, tak jak my wszyscy, i staną przed Bogiem nadzy. Nie będą wtedy mieli grosza przy sobie - miał powiedzieć rozmówca redaktora vice.com.

Kobieta z obrazkiem

Autor relacji pisze, że podszedł następnie do kobiety "dumnie dzierżącej obrazek z podobizną Jezusa Chrystusa".

"Zdążyła mi się tylko pochwalić, że jest poświęcony, gdy podszedł do nas uczestnik marszu i — co mnie szczerze zaskoczyło — poprosił, by schowała obrazek, bo „organizator sobie nie życzy, by iść z podobizną Pana – to marsz protestancki". Kiedy poprosiłem mężczyznę, by to wytłumaczył, stwierdził, że nie ma czasu i zniknął w tłumie, a Jezus na obrazku trafił do torby... na Marszu dla Jezusa. O ironio" - relacjonuje.

Podczas krótkiego postoju autor zauważył następnie sprzeczkę, tym razem pomiędzy uczestniczką marszu, a kobietą mu przeciwną, twierdzącą, że "to herezja, a nie prawdziwy marsz dla Jezusa, a ludzie, którzy biorą w nim udział, powinni iść do kościoła się wyspowiadać".

"Co ciekawe, ta sama kobieta protestowała też podczas Parady Równości, tyle że przeciw homoseksualistom" - zauważa redaktor.

Wypędzanie demona

"Naprawdę ciekawie zrobiło się, gdy inna uczestniczka marszu postanowiła wypędzić z mojej rozmówczyni demona" - zapowiada kolejną obserwację.

Jak wynika z wpisu owa uczestniczka powiedziała do osoby przeciwnej marszowi:

"Niech ten demon religii, który związał panią rozwiąże, rozkazuję mu w imieniu Jezusa Chrystusa".

Uczestnicy przemienieni przez Jezusa

Autor artykułu twierdzi, że rozmawiając z kolejnymi uczestnikami manifestacji, zaczął zauważać u nich "pewien wspólny mianownik". Jaki? Otóż większość z jego rozmówców mówiła mu, że przeszła w życiu "ciężkie chwile, życiowe dramaty", ale "odnalazła w swoim życiu leczącą moc Stwórcy".

Wśród tych ludzi był między innymi człowiek, który przeżył potrącenie pociągu czy osoby, które dzięki Jezusowi wyszły z narkotyków.

"Przez 30 lat byłem na ulicy, nie znałem miłości do ludzi. Nie potrafiłem ich kochać, zamiast tego czułem tylko nienawiść. Dużą część życia przesiedziałem w więzieniu, handlowałem narkotykami, biłem ludzi, wymuszałem haracze. Tak to wyglądało, aż w pewnym momencie, kiedy odsiadywałem wyrok w Niemczech, powiedziałem: „dosyć tego życia!". Zawołałem do Boga, żeby do mnie przyszedł i dał mi się poznać – i tak zrobił, wlał w moje serce miłość. Dzisiaj prowadzę kościół, pomagam bezdomnym i kocham wszystkich. Jezus jest dobry i trzeba o tym wszystkim mówić" - to świadectwo Roberta, który szedł w marszu.

Tenże Robert powiedział następnie, że Marsz dla Jezusa jest potrzebny "zwłaszcza w Polsce". Na pytanie, dlaczego, miał odpowiedzieć:

"Jezus umarł za nas na krzyżu, a my żyjemy w kraju katolickim, gdzie 90 procent ludzi deklaruje, że wierzy w Boga. Ale jeżeli przyjrzymy się bliżej tej wierze, zobaczymy, jak bardzo dalekie to jest od Jezusa, jak się to rozmywa. Musimy pozwolić, by Jezus do nas przyszedł. Ja mu na to pozwoliłem i jestem teraz najszczęśliwszy w życiu, jak nigdy dotąd".

Na koniec redaktor vice.com porozmawiał z organizatorem wydarzenia - Arturem Pawłowskim.

Miał on przyznać, że w tym roku uczestników marszu było mniej - około pół tysiąca osób. Wyjaśnił jednak, że marsz był jedynie częścią większego wydarzenia - Tygodnia Jezusa, przez co wiele osób poszło na inne chrześcijańskie wydarzenia.

Chrześcijaństwo w Polsce zagrożone?

Pawłowski miał powiedzieć, że chrześcijaństwo w Polsce jest "zagrożone".

- Zauważam, że jest tendencja wśród młodych na uciekanie od Kościoła. Tak jakby oni nie chcieli mieć do czynienia z religią - zauważył.

Za przyczynę takiego stanu rzeczy podał fakt, że ludzie ci "utożsamiają Boga z organizacją, co jest błędem, bo kontakt Boga z człowiekiem powinien polegać na relacji Ojciec i syn, Ojciec i córka".

Na pytanie czy należy za to winić Kościół, odpowiedział, że "winni są ludzie, którzy za bardzo chcą manipulować innymi".

"Problem jest ogólny, ze wszystkimi ludźmi. Odpowiedzialności za to nie ponosi Kościół katolicki lub protestancki, ale natura człowieka. Jezus umarł na krzyżu, byśmy byli wolni. My natomiast mamy tendencję do tego, by kontrolować innych. Myślę, że młodzi ludzie są zmęczeni zorganizowanym chrześcijaństwem, oni chcą spontaniczności. Dlatego na marszu można się modlić, skakać, tańczyć i śmiać się" - cytuje Pawłowskiego autor relacji.

To nie marsz protestancki

Organizator marszu zaprzeczył też jakoby był to marsz protestancki.

"To jest marsz dla każdego. Zapraszamy protestantów, katolików, baptystów, zielonoświątkowców – wszystkich. Czasem nawet dostaję listy od homoseksualistów, którzy zaczepnie prowokują: „a co, jeżeli my też przyjdziemy?". Pewnie czekają na odpowiedź, że nie im nie wolno, bo żyją w grzechu – otóż każdy jest mile widziany, każdy" - oświadczył.

Pawłowski odniósł się też konkretnie do sytuacji, gdy kobietę uczestniczącą w marszu poproszono o schowanie obrazka.

"Jeżeli protestanci mają problem z obrazkami, to prosimy, żeby wyznawcy Kościoła katolickiego ich nie przynosili. To jest marsz dla każdego, kto chce wywyższyć imię Jezusa Chrystusa, dlatego chcemy koncentrować się na tym, co nas łączy. Jest to krzyż, krew Jezusa i jego imię, w dowolnej postaci: Bóg Ojciec, Bóg Wszechmogący, Alfa i Omega, Jezus Chrystus, Mesjasz Jeszua. To nie zawsze jest łatwe, bo np. protestanci nie akceptują obrazków z Jezusem. Jednak jako organizator staram się balansować pomiędzy tym, co jest potrzebne w marszu, a tym co można zostawić" - wyjaśnił.

Powiedział też, że jako człowiek, który mieszka w "antychrześcijańskim kraju" (Kanadzie, red.) bardzo się cieszy, że w Polsce Kościół katolicki "mocno stoi naprzeciw strasznym rzeczom", takim jak aborcja, eutanazja czy homoseksualizm.

Pawłowski potępił też legalizację tzw. małżeństw homoseksualnych w Stanach Zjednoczonych. Określił ją jako "straszny pomysł".

Homoseksualizm to grzech

Jednocześnie, choć uważa homoseksualizm za grzech, wyraził opinię, że nie powinno się zabraniać organizowania gejowskiej Parady Równości, bo "w demokracji musimy pozwolić ludziom, żeby mieli szansę zamanifestowania tego, w co wierzą".

Jego zdaniem jednak, powinny funkcjonować pewne ograniczenia, bo na przykład w Kanadzie "podczas takich marszów homoseksualiści rozbierają się do naga, pokazując, że im wolno i tak wygląda ich styl życia".

Według niego, nie jest wykluczone, że za jakiś czas do podobnych zdarzeń może dojść także w Polsce.

Autor relacji ciągnął temat...

Zapytany o to czy "wojujący chrześcijanie wymachujący krzyżami" są potrzebni, Pawłowski odrzekł, że sposób "manifestowania przez tych chrześcijan dezaprobaty wobec homoseksualistów jest zły".

"Jeżeli zacząłbym okładać homoseksualistów po głowie krzyżem, to zaczęliby utożsamiać moją agresję z Bogiem. Myślę, że właśnie w ten sposób chrześcijanie strzelają sobie w stopę" - stwierdził.

Dodał, że choć "nie zgadza się" ze stylem życia homoseksualistów, tak samo nie zgadza się ze stylem życia alkoholików czy ze skorumpowanymi politykami.

"To wszystko jest grzech, ale homoseksualiści zapłacą za niego straszną cenę — wiadomo, że wcześniej umierają, chorują na choroby weneryczne i tak naprawdę nie są szczęśliwi" - powiedział.

Opowiedział też redaktorowi swoje osobiste świadectwo nawrócenia.

"Ludzie bardzo mili"

Autor artykułu tak podsumował swoje wrażenia z Marszu dla Jezusa:

"Ludzie na Marszu dla Jezusa okazali się dla mnie bardzo mili. Cieszę się, że wziąłem w tym udział. Wreszcie zobaczyłem obraz niewojującego katolika. Mogłem z bliska przyjrzeć się pewnym mechanizmom, które wpłynęły na życia tych ludzi. Dobrze rozumiem, że łatwiej walczyć z przeciwnościami losu, gdy ktoś czeka w naszym narożniku, gdy czujemy, że nie jesteśmy sami i ktoś na kocha, zawsze.

Poza tym, w trakcie marszu trzy razy mnie pobłogosławiono i raz wypędzano Demona zwiedzenia, plus jedna z chrześcijanek zapytała, czy może mnie zaprosić do znajomych na Facebooku. Tego się nie spodziewałem. Dowiedziałem się też, że mam „czystą duszę", która tylko czeka na przyjęcie Chrystusa. Nie skorzystałem jednak z tej propozycji. Ja już wybrałem święty spokój"

Cały artykuł przeczytasz TUTAJ

Zobacz, co o warszawskim Tygodniu Jezusa powiedziano w TVP1 (WIDEO)

Chcesz więcej informacji od ChnNews.pl?