Małżeństwo katoliczki i protestanta. Oto co mówią

  • piątek, Sty 29 2016
Małżeństwo katoliczki i protestanta. Oto co mówią fot. pixabay.com

Różnice w podejściu do chrześcijaństwa uwidoczniły się w tym związku, ale... Oto co sami mówią.

O historii małżeństwa Tomka i Zuzi dowiadujemy się z portalu Deon.pl. Oto ona:

Bóg sam powiedział, że zjednoczy wszystko w Chrystusie jako głowie - mówi Tomek. Jest protestantem. Jego żona, Zuza, to katoliczka. Jedność, o której mówi Biblia, dzieje się na ich oczach każdego dnia.

Zuzia:

Ponad 20 lat byłam bardzo religijną katoliczką. Ciągle skupiona na tym, by zadowolić Boga. By za wszelką cenę udowodnić Mu, że jestem warta Jego miłości.

Im bardziej się starałam, tym częściej zawalałam, a moje życie po przekroczeniu progu kościoła było zaprzeczeniem życia w kościele. Nie byłam po prostu w stanie udźwignąć ciężaru uczynków, jaki na siebie nakładałam (święcie przekonana, że te ciężary nakłada na mnie Bóg).

I w takim stanie kilka lat temu przyczepił się do mnie pewien protestant. I zadał jedno pytanie, które później zrewolucjonizowało moje życie: "Dlaczego chodzisz do kościoła skoro w tym chodzeniu nie ma pasji dla Boga?". Było jeszcze jedno: "Jak chcesz poznać naturę Boga i to, co On ma dla Ciebie, skoro nie czytasz Biblii?".

Tak zaczęły się miesiące (albo raczej lata) rozmów o Bogu, Kościele, o obowiązkach i ciężarach, które wtedy wydawały mi się częścią mojej religii. Tomek zadawał mi mnóstwo pytań, zresztą zadawał je również sobie. Ja nie znałam odpowiedzi, ale czułam, że bardzo chcę poznać mojego Boga i zrozumieć, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Kupiłam zatem Biblię. Czytałam, czytałam czytałam...

I wtedy zakochałam się w Jezusie. W Biblii przeczytałam, że moje zbawienia nie zależy od tego, jak bardzo się napnę i ile dobrego zrobię. Że moja świętość nie zależy od tego ile dobrych uczynków mam na koncie. Zakochałam się w Bogu, który uniżył dla mnie samego siebie i zawisnął na krzyżu, żebym ja była czysta, wolna od grzechu i dostała nowe życie.

W odkrywaniu chrześcijaństwa pomógł mi nie tylko mąż, ale również wspólnota. Zaraz po zakupie Biblii dołączyłam do małej grupy formacyjnej w Głosie na Pustyni - wspólnocie, w której jesteśmy z mężem od 3 lat.

Dlaczego między chrześcijanami jest tyle nienawiści i sporów? Wiem jedno. Dopóki będziemy się bić Biblią po głowie i strzelać do siebie argumentami, to nigdy nic się nie zmieni.

Gdzie w tym wszystkim jest Chrystus? Co Bóg myśli o nas, kiedy patrzy na naszą wściekłość? W naszym życiu przeszliśmy naprawdę prawdziwą lekcję z dyskutowania. Kłóciliśmy się o wszystko na wszystkie sposoby. Do momentu, kiedy zaprosiliśmy Jezusa, aby On nas poprowadził.

Kiedy zamiast na dyskutowaniu, skupiliśmy się na wspólnej modlitwie. Choć takie małżeństwo po ludzku wydaje się niemożliwe, dla Boga nie ma w tym żadnego problemu. On jest przecież Bogiem wszechmogącym i współdziała z nami dla naszego dobra. Wierzymy, że tak nas prowadzi i widzimy konkretne owoce.

Jestem dzieckiem Bożym, dlatego pytam mojego Tatę o to, co mam robić, jak mam robić. Zawszę znajduję odpowiedź, bo On jest wierny. To On kieruje nasz wzrok ku temu, który jednoczy, a nie dzieli, na Jezusa. Jeśli masz Jezusa, oddajesz mu swoje życie - masz wszystko. Na Nim się skupiamy, czytamy Boże Słowo, codziennie wspólnie się modlimy i zawsze wracamy do źródła.

To nie znaczy, że nie ma problemów i różnic. Różnice są, ale ważniejsze jest to, że naszym Panem jest Jezus. Nic tak bardzo nie jednoczy.

To małżeństwo prowokuje mnie do sięgania głębiej, do wczytywania się w Słowo, do poznawania Boga bardziej. Uczy mnie szacunku, inspiruje i motywuje do miłości. To, że mamy braci w innych denominacjach jest dla nas bogactwem, możemy wzajemnie wymieniać się darami, które Bóg złożył w naszych Kościołach. I paradoksalnie, wcale nie przestałam kochać Kościoła Katolickiego. Zaczęłam go kochać jeszcze bardziej.

Tomek:

Popatrzmy na kościół prześladowany. Na chrześcijan na całym świecie. Na te ciemne miejsca: Erytrea, Korea Północna, Chiny, Nigeria i wiele innych. Przystawiając pistolet do głowy, prześladowcy nie pytają cię, czy jesteś katolikiem, czy protestantem.

Pytają, czy wierzysz w Jezusa, czy On jest Twoim Panem? Traktują ich tak samo, wrzucają do jednego worka. Paradoksalnie, nasi prześladowcy traktują nas jako jedno, a my sami z tego worka wychodzimy i dzielimy się, podkreślając to, co nas dzieli.

W jedności nie chodzi o to, by narzucać sobie zdania, choć konfrontacja naszych postaw serca z Bożym Słowem jest niezwykle potrzebna. Chodzi o to, by być jednego serca, jednego Ducha, według Bożych standardów. Powinno nas wszystkich zastanowić, dlaczego Jezus w tak ważnym momencie, przed swoją śmiercią wołał, abyśmy byli jedno (J 17,21)? Dlaczego tak bardzo mu na tym zależy? A skoro Jemu na tym zależy, to jak może nie zależeć nam?

Takie małżeństwo uczy mnie pokory. Zamiast wymądrzania się w swojej jedynej prawdzie, uczy krytycznego patrzenia na tę prawdę, którą często nosimy nawet nie w swoim sercu, ale głowie. Takich przekonań, które od lat narastają, jest mnóstwo, a często odbiegają one od rzeczywistości.

Dla mnie rewolucyjne było odkrycie wspólnot katolickich, w których czuję się właściwie tak samo dobrze jak w wielu zborach protestanckich. Takich, które kładą nacisk na Jezusa i Boże Słowo, które mocno podkreślając fundament wiary.

Czuję się tam jak w domu, a nie skupiam się na wszelkich różnicach, które kiedyś mocno mnie dotykały. Kiedy parę lat temu przyszedłem do Głosu na Pustyni i zobaczyłem, że tam też jest uwielbienie, byłem wewnętrznie zły. Czułem, że ktoś mnie okrada z mojej jedynej prawdy (przecież uwielbienie to tylko u protestantów!). A czym jest prawda? Jest zakorzeniona tylko w osobie Jezusa Chrystusa, nie w doktrynie, czy miejscu. Ważne, by trzymać się Jego Słowa, mieć z Nim żywą, osobistą relację.

Jestem głową rodziny. Czuję się odpowiedzialny za moją żonę, siebie i nasze przyszłe dzieci. Jednego pragnę - aby moja rodzina była pełna pasji dla Jezusa. Pragniemy wychować nasze dzieci na takie, które będą kochały Boga i zawsze kierowały się Słowem. Denominacja jest drugorzędna.

Jesteśmy zafascynowani tym, co Duch Święty czyni w Kościele. Bóg sam powiedział, że zjednoczy wszystko w Chrystusie jako Głowie (Ef 1,10). To dzieje się na naszych oczach. Chrześcijanie, tak jak w tym tygodniu, spotykają się razem, by wołać o jedność, o pojednanie. Duch wzbudza w naszych sercach pragnienie jedności, po to, aby świat uwierzył, że Bóg posłał Jezusa dla naszego zbawienia (J 17,23).

Zuzia - PR-owiec, katoliczka. Tomek - prawnik, kościół zielonoświątkowy

Źródło: Deon.pl

Zobacz także: Tomasz Terlikowski o tym czy katolicy i protestanci mogą wspólnie świętować Reformację