Chrześcijanie oburzeni słowami golfisty Tigera Woodsa

  • niedziela, Sie 10 2014
Tiger Woods Tiger Woods fot. africatopsports.com

Tiger Woods znalazł się w centrum uwagi chrześcijańskich mediów po tym, jak sprofanował imię Jezusa.

Jak widać na wideo pod artykułem, wyznający buddyzm mistrz golfa usiłował skupić się na uderzeniu piłeczki podczas turnieju British Open. Gdy się zamachnął, przeszkodził mu dźwięk aparatów zgromadzonych na miejscu fotografów. Koncentracja umknęła. Sfrustrowany Tiger krzyknął w ich stronę: "Jesus Christ, guys!" (Jezu Chryste, ludzie).

Tym samym nie tylko użył nadaremnie, ale i splugawił imię Tego, którego czczą rzesze ludzi na całym świecie. To imię jest dla nich bardzo drogie. Woods nie użył go z czcią i szacunkiem, lecz wykorzystał je jako przekleństwo.

Przypadek golfisty jest wyjątkowo jaskrawy. Nie jest jednak tajemnicą, że imię "Jesus" jest często używane przez Amerykanów, w tym w hollywoodzkich filmach, zamiast pewnego brzydkiego słowa. Teolog i psycholog dr Dan Montgomery zauważa wręcz, że imię Chrystusa stało się "ulubionym przekleństwem Ameryki." Tym samym, imię, które, jak mówi Biblia, jest "ponad wszelkie imię", zostało sprowadzone do rynsztoka...

Dr Montgomery opowiada o tym, jak pewnego razu oglądał w kinie film science-fiction "Super 8" w reżyserii Stevena Spielberga.

"Liczyłem, ile razy użyto imienia Syna Bożego. Przestałem liczyć, gdy doszedłem do około setki razem ze sformułowaniami zawierającymi słowo "Bóg" (God damn)" - wyjaśnia.

Imienia "Jezus" w formie wulgaryzmu używano nie tylko w filmie. Słychać było je również w odgłosach zgromadzonej w kinie publiczności.

"Usiadły za mną dwie babcie. Gdy na ekranie pierwszy obcy zaatakował, obie krzyknęły jednocześnie: "Jesus Christ!" - opowiada Montgomery.

Według niego, świadomym bądź nieświadomym przekazem osoby, która w podobnych kontekstach mówi: "Jezu!" (Jesus Christ!) albo "o, Jezu" (Oh Jesus) jest: "nie idę za Chrystusem i gardzę tym, kim On jest".

"Dlaczego imię "Jesus Christ" znajduje się na czele listy narodowych wulgaryzmów?" - zastanawia się Montgomery.

Wallace Henley to były dziennikarz i były członek administracji amerykańskiego prezydenta Richarda Nixona. Obecnie jest pastorem. Uważa on, że zjawisko to ma demoniczne tło.

"Nie chodzi o to, że Tiger Woods czy Steven Spielberg są opętani, ale o to, że świat demoniczny nienawidzi imienia Jezusa Chrystusa. Demony chcą, by wszyscy profanowali Chrystusa w swoim życiu i słowach. Niektórzy ludzie czynią to, nienawidząc Pana. Odczuwają wtedy perwersyjną satysfakcję, używając jako przekleństwa imienia Tego, który przyszedł pobłogosławić świat. Inni robią to z lekkomyślności i obojętności" - tłumaczy Henley.

Przypomina ponadto, że Biblia przewidziała, iż nadejdzie czas, w którym ci, którzy podążają za Chrystusem, będą nienawidzeni właśnie ze względu na Jego imię (Mt. 10,22).

Henley zwraca też uwagę, że używanie imienia Jezusa jako niecenzuralnego słowa jest swego rodzaju "dowodem" na to, że Chrystus naprawdę jest wyjątkową postacią i przyszedł jako Bóg w ciele.

Problem takiego bluźnienia Zbawicielowi nie jest, rzecz jasna, ograniczony do Stanów Zjednoczonych. Czy nie słyszymy jak nasi znajomi mówią: "Jezu" albo "o, Jezu" bez czci i szacunku, a z lekceważeniem, a nawet z pogardą? A może zdarza się, że robią tak chrześcijanie, których znasz?

Na szczęście miliony ludzi na świecie chwalą Jezusa, wywyższając Jego imię nad swoim życiem.

 

Źródło: Christian Post, revdrdanmontgomery.blogspot.com