Andrzej Grabowski dosadnie na temat gejostwa i nagości w teatrze

  • poniedziałek, Sie 11 2014
Andrzej Grabowski Andrzej Grabowski fot. YouTube/TVP

Aktor Andrzej Grabowski bez ogródek mówi na temat "nowinek" w polskich teatrach.

Zapytany przez Hannę Halek o to, jakie ma zdanie na temat "ewolucji i rewolucji, które mają ostatnio miejsce w teatrze", przyznał, że "gejowska subkultura zaczyna być bardziej niż kiedyś częścią środowiska teatralnego, częściej zatem powstają spektakle, które wpisują się w jej formułę".

Te trendy niezbyt przypadły mu jednak do gustu...

"Spektakle, w których na przykład dziesięciu młodych nagich chłopców stoi na scenie i podskakuje. Niby jest w tym coś artystycznego, przynajmniej tak wydaje się chyba twórcom. Mnie się tak jednak nie wydaje, ponieważ to nie ma żadnego związku z artyzmem i jest zupełnie nieuzasadnione. To jest coś dodanego, pytanie tylko: po co? Po co komu nagość w takim wydaniu? Po co 10 gołych skaczących chłopaczków albo stara aktorka, która chodzi naga przez cały akt? Genialna aktorka nie musi być naga. To wszystko jest na siłę. To jest nagość wymuszona, sztuczna, nieprawdziwa i mało artystyczna. Pozbawiająca sztukę jej geniuszu" - uważa Grabowski.

Brat pana Andrzeja, Mikołaj, który również jest aktorem, wtrącił, że jego zdaniem, w tym przypadku "widoczna jest chęć zaistnienia za wszelką cenę".

Andrzej Grabowski nie przebiera jednak w słowach...

"Dla mnie jest to obrzydliwe i nieraz widziałem ludzi, którzy wychodzili w trakcie spektaklu, nie mogąc znieść tego obrazu. Ja czuję się mocno zażenowany nawet w imieniu tej osoby, która to robi. Mnie coś takiego obraża i wstydzę się w takich sytuacjach, że jestem aktorem, ponieważ każdy może pomyśleć, że ja też za chwilę się rozbiorę. A ja tego bez sensu i bez powodu nie zrobię. Nie ma mowy. Szczerze mówiąc, ja się już boję czasem chodzić do teatru, bo myślę, że nagle mój kolega się rozbierze albo koleżanka będzie pokazywać mi swoje ciało" - mówi znany z wielu ról Andrzej Grabowski.

Jednocześnie, jego zdaniem, w niektórych przedstawieniach nagość bywa uzasadniona.

"Nie protestuję ślepo przeciwko nagości w teatrze, ale ona musi mieć sens. Artystyczny i emocjonalny też. A sensu nie mają takie przedsięwzięcia jak adaptacja Szekspira, w której to na scenie ma miejsce gwałt, gdzie jeden goły chłopiec posuwa drugiego. To skończyło się zresztą tak, że jeden z tych chłopców jakoś przez to przeszedł, ale drugi płakał jak dziecko, tak bardzo nie chciał tego robić. Ale... robił, ponieważ bał się, że jeśli odmówi, to zostanie wyrzucony. I to jest naprawdę straszne" - alarmuje pan Andrzej.

Jego zdaniem, nie należy przyzwalać na postępującą liberalizację w teatrze.

"Czy to znaczy, że my, którzy to zjawisko widzimy, mamy się na nie zgadzać? Nie, bo za chwilę zaczną robić na scenie kupę, bo to też jest przecież takie ludzkie" - ironizuje.

Grabowski nie przebiera w słowach także w dalszej części rozmowy...

"Po co te stare baby i starzy faceci rozbierają się i epatują tymi zeschniętymi członkami? Dlaczego wynaturza się wrażliwość młodych aktorów? I to w dodatku za nasze podatki?" - grzmi aktor.

Mikołaj Grabowski zwrócił uwagę, że granica, za którą sztuka traci swój status, "przesuwa się z pokolenia na pokolenie".

Poleć
 

Opracowanie: ChnNews.pl
Źródło: e-teatr.pl