Jaka była wiara Robina Williamsa? Chrześcijański krytyk filmowy zdradza tajemnicę

  • czwartek, Sie 14 2014
Robin Williams Robin Williams fot. collegetimes.com

Po samobójstwie hollywoodzkiego aktora Robina Williamsa ludzie pytają o jego wiarę.

Williams miał ojca wyznania episkopalnego (odłam Kościoła anglikańskiego) i matkę należącą do ruchu religijnego zwanego Stowarzyszeniem Chrześcijańskiej Nauki.

W jednym z wywiadów wyznał, że w dzieciństwie śpiewał w chórze i nie był katolikiem.

Nie wiadomo, na ile traktował wiarę poważnie. Mówiąc o religii, nieraz żartował:

"Jestem z Kościoła episkopalnego. To katolik w wersji light. Kościół episkopalny to generalnie Kościół protestancki. Henryk VIII powiedział: "ja jestem teraz papieżem!". Byli też inni protestanci, którzy stwierdzili, że był zbyt luźny, więc stali się purytanami, naszymi przodkami".

Choć Williams jako komik wielu potrafił rozbawić do łez, sam zmagał się z alkoholizmem. Nie stronił też od kokainy. Pewnego razu posunął się do niesmacznego żartu...

- Kokaina to Boży sposób powiedzenia ci, że zarabiasz zbyt dużo pieniędzy - powiedział.

Po latach zaczął jednak żałować swego uzależnienia. W 2010 roku w wywiadzie dla brytyjskiego "Guardiana" przyznał, że jest mu wstyd po tym, jak jego drugie małżeństwo rozpadło się z powodu jego problemów z alkoholem.

Poza problemami uzależnieniowymi walczył z depresją. W końcu prawdopodobnie właśnie z jej powodu powiesił się.

Czy w związku z tym można mówić o głębszej wierze Williamsa? Trochę światła rzuca w tej sprawie dr Ted Baehr -  chrześcijański krytyk filmowy i szef Komisji Chrześcijańskiego Filmu i Telewizji oceniający filmy pod kątem wartości moralnych. Nieoczekiwanie wyjawił on, że podczas jednego z pobytów w ośrodku rehabilitacyjnym Williams przyjął Jezusa jako swojego osobistego Zbawiciela.

Baehr miał okazję kilkakrotnie spotkać się z Wiliamsem na przestrzeni lat. Porozmawiał z nim raz także o Chrystusie.

- Robin pewnego razu przyjął Jezusa Chrystusa podczas programu rehabilitacyjnego, ale zawsze szukał i nigdy do końca nie znalazł - wyjawił Baehr.

"W ośrodku rehabilitacyjnym naprawdę zaczynasz rozumieć, że nie jesteś sam i to daje ci bardzo osobiste podejście do Boga" - mówił z kolei Williams w wywiadzie na temat swojej roli duchownego w filmie "Licencja na miłość".

Po śmierci aktora zamieszanie w USA wywołał kościół Westboro znany z kontrowersyjnych akcji. Wspólnota ta określa siebie jako baptystyczną. Nie jest jednak zrzeszona w szerszej grupie kościołów.

Na profilu Westboro na Twitterze pojawiły się zdjęcia sugerujące, że Williams znajduje się teraz w piekle.

Członkowie wspólnoty podkreślają, że aktor popierał homoseksualny styl życia i dwukrotnie się rozwiódł. Twierdzą także, że "nienawidził Boga i Jego ludu". Piszą, że ostatecznie "Bóg zażądał jego duszy", a 63 lata, które przeżył są niczym przy wieczności, która go teraz czeka.

Członkowie kościoła Westboro, znani m.in. z haseł takich jak "Bóg nienawidzi pedziów", zamierzają teraz urządzić pikietę podczas pogrzebu Williamsa.

Wierni pamiętają aktorowi to, że zagrał choćby właściciela nocnego klubu gejowskiego w filmie "Klatka dla ptaków".

W Internecie w tym kontekście zwraca się nieraz także uwagę na jego rolę w komedii "Pani Doubtfire", gdzie przebierał się za kobietę.

Według serwisu advocate.com, Robin Williams wspierał "lokalne akcje grup LGBT i był zaangażowany w liczne imprezy zbierające fundusze".

Poleć
 

Źródło: Gospel Herald, Twitter, advocate.com, Christian Today