Pastor: jeszcze nie usłyszałeś, że twoja służba to zwiedzenie? Coś z tobą nie tak...

  • sobota, Paź 08 2016
Pastor: jeszcze nie usłyszałeś, że twoja służba to zwiedzenie? Coś z tobą nie tak... fot. imagebase.net

Niektórzy chrześcijanie uwielbiają określać innych, a zwłaszcza kaznodziejów, mianem zwodzicieli. Jeśli twoja służba jeszcze nie została tak nazwana, to... masz powody do niepokoju.

Pastor kościoła Life Church w Oklahomie, Craig Groeschel, podkreśla, że jeśli prowadzisz służbę, to powinieneś martwić się nie wtedy, kiedy jesteś krytykowany, a wtedy, gdy nie jesteś. Głosząc do tysięcy zgromadzonych na konferencji w Atlancie wspomniał, jak pewien człowiek gorliwy w ewangelizacji zapukał do jego drzwi, chcąc podzielić się swoją wiarą.

Nie wiedząc, że jest pastorem, zaprosił go do swojego kościoła.

Groeschel zaciekawiony jego gorliwością postanowił najpierw mu parę minut na przedstawienie swojego przesłania. Dopiero potem wyjawił, że jest chrześcijaninem, członkiem kościoła Life Church.

Słysząc to, jego współrozmówca wzdrygnął się i zaczął nerwowo się rozglądać.

"Mój pastor mówi, że Pana pastor nie głosi prawdy" - powiedział po chwili.

Ta historia dała Groeschelowi do myślenia.

- Zastanawiam się, jak bardzo serce Boga jest zasmucone, jak często wierzący strzelają do siebie nawzajem. Mamy przecież wspólnego wroga i nie jest nim inny kościół czy denominacja albo styl uwielbienia. Szatan, nasz faktyczny wróg, koncentruje się na niszczeniu jedności, bo jeśli będziemy działać razem, to dzieło Chrystusa przez Jego Kościół będzie nie do zatrzymania - stwierdził.

Jednocześnie dodał, że jedność nie oznacza jednolitości. Siłą jest bowiem zróżnicowanie.

- Jesteśmy lepsi, gdy jesteśmy inni - zauważył.

On sam wychował się w Kościele metodystycznym. Jak stwierdził, nigdy tak naprawdę nie rozumiał ewangelii i nie angażował się, a na studiach "cieszył się grzechem".

Jednak gdy pewnego wieczoru, słuchając radia, usłyszał o pewnym "niekonwencjonalnym" kościele, postanowił go sprawdzić.

Przyszedł tam. To było, jak opisuje, "pełne Ducha, żywe" spotkanie, gdzie wszyscy mówili w duchowych językach i wznosili ręce do góry w uwielbieniu Boga. Odpowiedział wtedy na publiczne wezwanie i oddał życie Jezusowi.

- W tamtym kościele była nieco inna teologia, niż ta, w którą dziś wierzę, styl był inny, a jednak Bóg użył tego, by zapalić ogień w mojej duszy i zmienić moje serce. To dodało mi zachęty, by wrócić tam, skąd przyszedłem, i zanieść ogień do mojej denominacji - wspomina.

Zobacz także: - Chciałbym powiedzieć kilka słów tym, którzy z polowania na herezje uczynili służbę... (WIDEO)

Groeschel jest zdania, że kościoły zdecydowanie zbyt często krytykują wady w innych częściach ciała Chrystusa i żadna wspólnota nie jest odporna na tę pokusę.

- Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że to robimy - zauważa.

Podkreśla, że jeśli chrześcijanie chcą jedności w Kościele, to strzelanie do siebie nawzajem w tym na pewno nie pomoże.

- Myślę, że ludzie nie chcą już tylko słyszeć o miłości Jezusa. Chcą ją zobaczyć - podkreślił.

Źródło: Christian Post

left
right