To, co stało się z jego ciałem, jest niesamowite. Lekarze odkryli podczas operacji, że...

  • piątek, Lip 24 2015
Leon Freitag z żoną Dianne Leon Freitag z żoną Dianne fot. penews.org

To, co stało się z Leonem Freitagiem, było tak niezwykłe, że lekarz nie wiedział, co powiedzieć.

5 kwietnia ubiegłego roku usłyszał diagnozę, która w praktyce była wyrokiem śmierci. Brzmiała ona: nowotwór - międzybłoniak opłucnej. Nieuleczalny rak wywołany przez wystawienie się na wpływ azbestu.

- Lekarz powiedział, żebym zebrał rodzinę, bo zostało mi od 12 do 18 miesięcy życia. Według niego, nie miałem szans na przeżycie - mówi.

Freitag stał na czele rady chrześcijańskiej denominacji Assemblies of God (Zgromadzenia Boże) w Dakocie Północnej (USA) od 1999 roku. Wieść o jego chorobie szybko się rozniosła.

Sam postanowił, że bez względu na raka będzie żyć wiarą na oczach osób, którym posługiwał. Ze łzami spływającymi po policzkach powiedział ludziom z kościelnej rady, że wierzy, iż Bóg uczyni cud. Zamierzał nadal pełnić posługę. Postrzegał swoje cierpienie jako lekcję przedmiotową dla osób wokół niego.

Od lat głosił, że obecne pokolenie chrześcijan potrzebuje doświadczać cudów, podobnie jak poprzednie.

- Serce mnie boli, bo nie widzimy już zbyt wielu cudów w naszych kościołach. Jeśli mam przejść przez tę dolinę, aby rozbudzić wiarę w cud, to jest to tego warte - powiedział radzie.

Z drugiej strony, zdawał sobie sprawę, że Bóg nie zawsze uzdrawia.

Jeden z synów Leona zdobył kontakt do wybitnego specjalisty od międzybłoniaków. Jednak, aby się do niego dostać, trzeba było czekać pół roku. Dzięki modlitwie i serii szczęśliwych zbiegów okoliczności, lekarz ten zgodził się udzielić Freitagowi konsultacji w ciągu tygodnia.

Przyznał, że duchowny nie miał szans na przeżycie, a jedynie niewielką szansę na wydłużenie życia. Zalecił cztery solidne dawki chemioterapii. Podkreślił, że w najlepszym wypadku zmniejszy to guz o 40 procent.

Chemia okazała się dla Leona emocjonalnie i fizycznie wyniszczająca. On jednak nadal pełnił swoje obowiązki aż w końcu nie starczyło mu sił, by głosić czy podróżować.

Prognozy jeszcze się pogorszyły. Lekarz poinformował go, że oprócz chemioterapii, musi przejść operację usunięcia dużych i niebezpiecznych guzów w płucu. Dzień przed zabiegiem wyznaczonym na 21 sierpnia, Freitag przeszedł badanie przedoperacyjne i został prześwietlony.

W czasie badania jego żona, Dianne, świadczyła o Jezusie lekarzom i pielęgniarkom.

- Jesteśmy ludźmi, którzy się modlą i wierzymy, że kiedy chirurg otworzy mojego męża, dowie się, że Bóg już tam był - mówiła.

Między badaniem i operacją nastąpił cud. Na stole operacyjnym chirurdzy odkryli, że guzy skurczyły się o 80 procent, a pozostała tkanka rakowa była martwa!

Lekarz oniemiał. Przez wszystkie lata leczenia międzybłoniaka nigdy nie widział czegoś podobnego. Wyczyścił to, co pozostało, i zaszył Freitaga.

Siedem miesięcy od tego zdarzenia pan Leon wznowił pełnowymiarową służę. Wspomniany wybitny specjalista od międzybłoniaka uznał, że duchowny jest całkowicie wolny od nowotworu!

Później Freitag został ponownie wybrany na przewodniczącego kościelnej rady.

- Jestem pełen pokory po tym, co Bóg zrobił. Teraz postrzegam każdy dzień jako dar. To doświadczenie całkowicie mnie zmieniło. Kiedy jesteś chory, nie dbasz o to, gdzie żyjesz, czym jeździsz czy kim jesteś w pracy. Zmieniłem swój rozkład zajęć, tak by spędzać więcej czasu z rodziną i pastorami - mówi Freitag.

Liczy, że jego świadectwo stanie się katalizatorem wiary i ewangelizacji w Dakocie Północnej i poza nią.

- Każdy ma swoją historię do opowiedzenia. Jeśli każdy z nas będzie opowiadał własną innym, to otworzy to drzwi ewangelizacji - podkreśla.

Leon Freitag przeszedł z Bogiem trudną drogę, a teraz jego życie jest cudem, świadectwem Bożej chwały i dobroci.

Zobacz także: Rzym: uzdrowienie głuchoniemego podczas posługi polskich chrześcijan (WIDEO)

Źródło: Charisma News

Chcesz więcej informacji od ChnNews.pl?