Natalia Przybysz chwali się aborcją. A co by było, gdyby...

  • poniedziałek, Paź 24 2016
Natalia Przybysz w teledysku "Nazywam się niebo" Natalia Przybysz w teledysku "Nazywam się niebo" fot. YouTube

Zwolennicy aborcji mówią, że Natalia Przybysz wykazała się odwagą, mówiąc o usunięciu swojego dziecka. A co by było gdyby...

Piosenkarka wzburzyła wielu, mówiąc, że usunęła swoje zdrowe dziecko, bo go "nie chciała go" i nie zamierzała szukać większego mieszkania, a po zabiegu poczuła "wielką ulgę" i odczuła, że "ma z powrotem swoje życie".

Miał to być proaborcyjny manifest, by kobiety "przemówiły swoim głosem".

Oświadczenie w wywiadzie dla "Wysokich obcasów", jak można się było spodziewać, wywołało falę dyskusji między innymi o tym, kiedy płód można uznać za człowieka, a kiedy jeszcze nie...

To jednak tak naprawdę sprawa drugorzędna.

W pierwszej kolejności bowiem, pani Natalii należałoby zadać pytanie czy poparłaby taką aborcję, gdyby to ona była tym dzieckiem do usunięcia.

Jeśli tak, to dziś nie mogłaby być ani za ani przeciw aborcji, nie udzielałaby też żadnych wywiadów ani nie śpiewała, bo po prostu by nie istniała.

Wiadomo jednak, że zawsze łatwiej jest podejmować decyzje o losie innych, niż o swoim...

Warto przypomnieć słowa byłego prezydenta USA - Ronalda Reagana, który powiedział:

"Zauważyłem, że wszyscy którzy popierają aborcję, zdążyli się już urodzić".

Odnosząc się zaś do samej dyskusji na temat "płodu" i dziecka, to należy zadać pytanie, dlaczego osoby opowiadające się za aborcją, tak popierają odbieranie dzieciom życia w łonie.

Czy to, że dziecko znajduje się w macicy matki, daje licencję do zabijania?

Zacznijmy od tego, że takie umiejscowienie maleństwa nie jest przypadkowe.

Bóg postanowił umieścić dziecko właśnie w takim bezpiecznym, ciepłym środowisku w tym pierwszym i najbardziej narażonym okresie jego rozwoju, by maksymalnie zabezpieczyć je przed wpływem środowiska zewnętrznego i zagrożeniami, które się z nim wiążą.

Częstym argumentem zwolenników aborcji jest fakt, że dziecko nie jest wówczas "w pełni ukształtowane" i nie ma pełni świadomości.

Warto jednak zauważyć, że dziecko również po porodzie nie jest zbytnio świadome, co dookoła niego się dzieje i w późniejszych latach tego nie pamięta. Od tego, które przed chwilą było w łonie, różni je tylko lokalizacja.

Człowiek osiąga dojrzałość tak naprawdę około 25. roku życia i dopiero od tamtej pory zaczyna się starzeć.

Czy zatem powinno się odbierać życie dzieciom w wieku 2., 5. czy 10. lat, bo nie są "w pełni ukształtowane"?

Człowiek, zgodnie z Bożym planem, ma wiele etapów rozwoju. Nie dał nikomu prawa decydować, w którym momencie tego rozwoju można odebrać mu życie, a w którym nie.

Niezależnie od tego czy znajduje się akurat w łonie, na łóżku szpitalnym, w domu czy na spacerze...

Niezrozumiałe są też argumenty, że należałoby zalegalizować aborcję na życzenie, skoro Polki i tak jej dokonują i w ten sposób umożliwić im bardziej "humanitarne" warunki do jej przeprowadzania.

Idąc tym tokiem myślenia, należałoby zalegalizować morderstwa, tylko dlatego, że one i tak mają miejsce. W ten sposób mordercy być może mogliby liczyć na dogodniejsze i bardziej "humanitarne" warunki do likwidacji swoich ofiar...

Zobacz także: To miało być proaborcyjne przesłanie dla kobiet. Tymczasem...