Wydrukuj tę stronę
Reklama

Benny Hinn dla polskiego magazynu. Padły ważne słowa

poniedziałek, 11 październik 2021 20:36
Benny Hinn Benny Hinn fot. "Głos przebudzenia"/YouTube

Słynny amerykański kaznodzieja Benny Hinn udzielił wywiadu polskiemu chrześcijańskiemu magazynowi "Głos przebudzenia".

Hinn jest znany między innymi z wielotysięcznych krucjat uzdrowieńczych. Występuje w licznych programach w chrześcijańskich stacjach telewizyjnych. Jest również autorem tak znanych książek jak "Dzień dobry, Duchu Święty" czy "Witaj, Duchu Święty".

"Głos przebudzenia" zapytał go, dlaczego tak ważne jest, aby każdy chrześcijanin utrzymywał żywą i osobistą relację z Duchem Świętym.

Kaznodzieja stwierdził, że dla niego Duch Święty jest jak Jezus, który nie ma ograniczeń.

- Kochamy Pana Jezusa z całego serca. Zastanówmy się, co by się stało, gdyby Pan Jezus po zmartwychwstaniu pozostał na ziemi. Bylibyśmy z nim 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, bo nie chcielibyśmy być z dala od Niego. (...) Wszyscy chcemy być z Panem. Więc, gdyby pozostał na ziemi, to nie chcielibyśmy być tam, gdzie jesteśmy - w Polsce czy w Ameryce. Pragnęlibyśmy być z Nim teraz w Jerozolimie - stwierdził.

Zwrócił jednak uwagę, że Pan miał lepszy plan i powiedział: "lepiej dla was, żebym odszedł. Kiedy odejdę, wyślę Kogoś za mnie i On będzie z wami".

- Co bym dał, by mieć Jezusa dla siebie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu przez resztę życia. On dał coś lepszego. Powiedział: "dam wam Kogoś takiego jak Ja nie tylko na to życie, ale na zawsze" - zauważył Hinn.

Dlatego potrzebujemy Ducha Świętego. Nie jest zatem już konieczne, by Jezus był z nami w ciele, bo, jak powiedział Chrystus, lepiej jest dla nas, że odszedł, a teraz Duch Święty jest w tym miejscu.

- Bez Ducha Świętego nie znałbym Pana Jezusa, nie mógłbym mieć z Panem Jezusem relacji, nie mógłbym kochać Go, a nawet powiedzieć "jesteś moim Panem" - stwierdził kaznodzieja.

Zaznaczył, że bez Ducha Świętego chrześcijaństwo jest niemożliwe. Tymczasem z Nim jest nie tylko możliwe, ale jest też bardzo proste i radosne.

Benny Hinn został także zapytany, jakie dostrzega zagrożenia dla ruchu charyzmatycznego.

- Charyzmatyczny ruch zielonoświątkowy rozpoczął się chwalebnie i był całkowicie zależny od Ducha Świętego, ale dziś jego przedstawiciele, choć nie wszyscy, szukają raczej tłumów, wpływu, pieniędzy, pozycji. Więc stracili upodobanie u Boga - wyraził ubolewanie Hinn.

Według niego, zagrożenie pojawia się wtedy, gdy dla ludzi ważniejsze jest to, co pomyślą o nich inni, od tego, co mówi o nich Bóg.

Jako przykład podał pewną amerykańską sieć medialną, której nie wymienił z nazwy.

- Rozpoczęła od tego rodzaju czystości. Ale później śledzili swoją oglądalność. Zaczęli pozwalać, by ta oglądalność wpływała na ich decyzje. Więc każdy, kto nie miał dużej publiczności, był usuwany z sieci. Trzymali tylko tych, którzy mieli odbiorców, z czego oni mogli skorzystać - tłumaczy w wywiadzie.

Jak stwierdził, sieć ta zaczęła w większym stopniu kierować się chciwością niż Duchem Świętym.

- W momencie, gdy chrześcijańska sieć podejmuje decyzje na podstawie oglądalności, to oznacza to jej koniec - powiedział.

Według niego, wielu pastorów i posługujących patrzy właśnie na te wskaźniki. I nie chodzi tylko o telewizję.

- Idą za tym, czego chcą ludzie. Głoszą to, czego chcą ludzie. Podlegają wpływowi tego, co ludzie mówią. I myślę, że dlatego ludzie tracą. Przykro mi, że to powiem, ale jednak powiem - pasterz, który idzie za owcami, na końcu będzie miał brudne buty. Ale gdy pozwolisz, by to owce szły za tobą, to będziesz szedł po czystym gruncie - wytłumaczył.

Jego zdaniem, charyzmatyczna odnowa nie jest taką, jaką niegdyś była. A powodem jest w wielu przypadkach podążanie za popularnością, a nie za tym, czego chce Duch Święty.

- Ale gdy idziemy za Duchem Świętym, to jesteśmy bezpieczni - podkreślił.

Dodał, że dziś ruch charyzmatyczny skupia się bardziej na aspektach proroczych, zamiast na Słowie Bożym.

Ludzie podążają za ludźmi z darami zamiast za tymi, którzy posiadają wiedzę. Idą za obdarowanymi - za tymi, którzy potrafią modlić się za chorych, interpretują sny i tak dalej.

- Nie wiem, jak to wygląda w Polsce i w Europie, ale w naszym kraju duże tłumy są zawsze tam, gdzie ktoś ma obdarowania, proroctwa i takie rzeczy. Ale jeśli poszuka się miejsca, gdzie nauczane jest Słowo, to tłumów tam nie ma. To dużo mi mówi. Jeśli tylko nieliczni pragną Słowa, a wielu chce darów, to znaczy to, że Kościół nie idzie za tym, czego chce Pan - stwierdził.

Według kaznodziei, powinniśmy powrócić do Biblii, a Bóg zatroszczy się o resztę.

Reklama

Reklama