REKLAMA
REKLAMA

Krytyka przyjęcia Chrystusa jako Króla i Pana Polski. - To pogaństwo

  • piątek, Gru 30 2016
uroczystość przyjęcia Chrystusa jako Króla i Pana uroczystość przyjęcia Chrystusa jako Króla i Pana fot. RadioMaryja.pl

Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa jako Króla i Pana Polski spotkał się z krytyką. Jest także reakcja drugiej strony.

Andrzej Wielowieyski, działacz katolicki, na łamach "Gazety Wyborczej" dostrzega w akcie ślady pogaństwa.

"Intronizacja Jezusa jako Króla i Pana jest niczym innym, jak tylko kultywowaniem odwiecznych obyczajów pogańskich, w których różni Jowisze i Odyny wspierali ludzi, narody i państwa w walce o byt i przewagę. Czasem na odwrót – to władcom przypisywano boskość, aby dodać im chwały i umocnić władzę" - pisze w artykule "Jezus Królem, a nasze chrześcijaństwo słabnie".

Według niego, z tych "dawnych doświadczeń" rozwinął się i wciąż "pokutuje cezaropapizm", który ma "religijnie wzmacniać władzę, a jednocześnie osłabiać istotę dobrej nowiny chrystusowej".

Poprzez wspomniany Akt Przyjęcia Chrystusa jako Króla i Pana Kościół, zdaniem Wielowieyskiego, "znów oddalił się od Ewangelii".

Następnie autor krytykuje nacjonalizm jako "groźny dla Kościoła", bo "prokościelny, ale antychrystusowy".

"Intronizowanie Chrystusa jest także aktem politycznym, który kontynuuje odwieczny sojusz „ołtarza z tronem”, z którego się przecież od kilku pokoleń wyzwalamy" - pisze Wielowieyski.

Według publicysty, Kościół związany z władzą polityczną i wspierany przez nią hamuje ewangelizację i rozwój duchowy chrześcijan.

"Dla nacjonalistów i konserwatystów Kościół może być bardzo przydatny, bo spaja społecznie, ale już Chrystus jest zbędny, bo przeszkadza, bo jest „słaby”, bo idzie do prostytutek i grzeszników i jest otwarty na wszystkich, również na naszych politycznych i narodowych przeciwników" - czytamy.

Wielowieyski zauważa też, że Jezus powiedział, że Jego Królestwo nie jest z tego świata. Przestrzega przed bałwochwalstwem.

"Idea egoizmu narodowego: wynoszenie wartości narodu ponad wartość ludzi, ludzkie braterstwo, religie i sprawy ostateczne – jest znamiennym bałwochwalstwem, być może najgroźniejszą formą bałwochwalstwa" - wskazuje.

Przypomina, że w poprzednim wieku w wojnach wywołanych przez nacjonalizm zginęło ponad 100 milionów ludzi.

Artykuł Andrzeja Wielowieyskiego spotkał się z krytyką w środowisku prawicowym i katolickim.

Portal wPolityce.pl żartuje:

"We wspomnianym akcie uczestniczył Episkopat Polski. Okazuje się więc, że żaden z polskich biskupów nie miał świadomości (jaką posiadł Andrzej Wielowieyski), iż uczestniczy w pogańskich gusłach".

Przypomina, że podstawy teologiczne aktu opracowała Komisja Nauki Wiary Episkopatu Polski.

"Jeżeli Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana przypomina zjednywanie dla państw i narodów przychylności bóstw, jak robili to poganie w obrzędach ku czci Jowisza i Odyna, to jak nazwać akt ogłoszenia Najświętszej Maryi Panny Królową Polski? Czy król Jan Kazimierz nie wiedział (jak wie to Andrzej Wielowieyski), że kultywuje odwieczny obyczaj pogański, w którym Artemida lub Demeter wspierają ludy w walce o byt i przewagę? Jak mogli się tak strasznie pomylić i brnąć w te pogańskie historie (w odróżnieniu od Andrzeja Wielowieyskiego) Stefan Wyszyński i Karol Wojtyła?" - czytamy w tekście Grzegorza Górnego.

Tłumaczy on następnie, że przyjęcie Chrystusa jako Króla i Pana oznacza uznanie "nadrzędności autorytetu Boga nad autorytetem władzy ziemskiej" i przyznanie, że "każda władza musi być związana z prawem Bożym".

Zaprzecza też jakoby doszło do "sojuszu tronu z ołtarzem". Zamiast tego, zdaniem Górnego, mamy "płynący z ołtarza głos nakładający na tron konkretne ograniczenia".

Zdziwiony tezami zawartymi w artykule "GW" jest również redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej - Marcin Przeciszewski.

Podkreśla on, że w sanktuarium w Łagiewnikach nie doszło do "intronizacji" w znaczeniu świeckim, a był to wyraz "wiary w panowanie Chrystusa nad losami świata" i wyraz "włączenia się w misję Kościoła, która ma na celu przepowiadanie Ewangelii, także w przestrzeni publicznej oraz chęci przepojenia jej wartościami ewangelicznymi".

Zdaniem Przeciszewskiego, obecność prezydenta i kilkunastu innych polityków na uroczystości nie sprawiła, że był to akt "kościelno-polityczny", bo przybyli oni jako wierni Kościoła i nikt z nich nie zabrał głosu w jej trakcie, by uniknąć tego rodzaju interpretacji.

"Politykom, nawet najwyższej rangi, nikt nie może zabronić udziału w uroczystościach religijnych, jeśli w ten sposób chcą umocnić swoją wiarę i dać temu publiczny wyraz" - zaznaczył redaktor KAI.

Źródło: Wyborcza.pl, wPolityce.pl, ekai.pl

Zobacz także: Mocne słowa papieża: świat nienawidzi chrześcijan, bo...

REKLAMA