REKLAMA

Wygoniono demony z "nawiedzonego" domu na Mazurach

  • środa, grudnia 06 2017
"nawiedzony" dom w Turzy Wielkiej "nawiedzony" dom w Turzy Wielkiej kadr reportażu Polsat News

Dom w Turzy Wielkiej, z którego ze strachu przed dziwnymi zjawiskami uciekła rodzina i o którym rozpisują się media, nie pozostał bez pomocy chrześcijan.

Wygonić demony z tego miejsca postanowił pastor Społeczności Chrześcijańskiej w niedalekim Działdowie - Arkadiusz Kotlewski.

Miało to miejsce w czwartek. W pierwszej kolejności pastor udał się wraz z jeszcze jedną osobą do działdowskiego Caritasu, gdzie przebywała rodzina państwa Pokropskich. Zapoznał się z nimi, pomodlił się i zaoferował pomoc, na którą rodzina przystała.

- Od razu wysłałem sms-y do ludzi z kościoła, żeby się modlili, także to wszystko wsparte było wartownią modlitewną. Boży pokój zstąpił na mnie, kiedy wchodziłem do tego domu - mówi nam Kotlewski.

Jak informowaliśmy, w tym domu, według relacji rodziny i innych osób, "nieznana siła rzucała różnymi przedmiotami". Właśnie to wystraszyło mieszkańców nie na żarty. Poza tym, sąsiedzi mieli informować rodzinę, że w środku paliło się światło, mimo że zostało wcześniej wyłączone.

Arkadiusz Kotlewski, chodząc po pomieszczeniach, również coś usłyszał.

- Gdy wchodziliśmy do pomieszczeń, usłyszeliśmy raz, jak coś spadło czy stuknęło. Poszliśmy od razu do tego miejsca - do kuchni. Zapaliliśmy światła i zacząłem się modlić. Prosić w imię Jezusa o to, żeby cokolwiek tu jest, odeszło. Zacząłem gromić i przez cały czas, który tam byłem, a to było mniej więcej 40 minut, nic szczególnego się nie wydarzyło - opowiada.

Przyznaje, że podczas wizyty na twarzy pani Krystyny i członków jej rodziny widać było przerażenie. Jak nam powiedział, zaapelował do państwa Pokropskich, by zdecydowali się oddać Jezusowi Chrystusowi.

W każdym razie, wygląda na to, że wyganianie demonów przyniosło skutek. Dziś minęła pierwsza noc, gdy rodzina wróciła do domu i nic się nie wydarzyło.

- Na razie było cichutko, także może to poszło. Jeśli nie będzie się nic działo, to zostaniemy na stałe - mówi nam pani Krystyna Pokropska.

Jak się dowiedzieliśmy, pastor Kotlewski nie był jedyną osobą, która modliła się w tym domu.

O modlitwie w tym miejscu mówił nam również pan Marian Bartosik Saj z grupy "Działdowo dla Jezusa".

- Włączyliśmy chrześcijańską muzykę, zaczęliśmy się modlić na językach. Wznosiliśmy też ręce do góry - wyjaśnił.

Pani Krystyna Pokropska opowiedziała nam też o katolikach, którzy z Gietrzwałdu przyjechali na modlitwę do wspomnianego domu.

- Każdy, kto do nas dzwonił, to braliśmy i przywoziliśmy, żeby to licho wygnać. Na miejsce przyjechali państwo z Gietrzwałdu, katolicy, którzy w życiu swoim sporo przeszli. Jej mąż był alkoholikiem, a ona była świadkiem Jehowy. Teraz się bardzo modlą - opisała.

Według jej relacji, modlili się w sposób podobny do pastora. Miało to miejsce już po jego wizycie. Nie używali do wyganiania złych duchów dodatkowych rekwizytów - krzyża czy wody święconej.

Domu nie odwiedził natomiast do tej pory żaden egzorcysta. Wstępnie jego wizyta jest planowana na poniedziałek.

- Ma jeszcze dzwonić. Będziemy w kontakcie. To była dopiero jedna noc. Nie wiemy, co dalej. Zawsze coś może się stać. Byle nie zapeszać. Niech sobie idzie to licho, gdzie chce, a niech nas zostawi w spokoju - mówi pani Krystyna.

Na początku, przed wszystkimi, modlił się jeszcze proboszcz. Poświęcił mieszkanie i zmówił modlitwę, postawił krzyż i użył wody święconej, ale wtedy nie pomogło. Sam miał też ucierpieć od latających przedmiotów i zostać uderzony kłódką w głowę.

Zobacz także: Maja Frykowska-Brzezińska: gdy nawracasz się do Jezusa, to masz moc! (WIDEO)

REKLAMA

 

 

Etykiety
REKLAMA