"Oto dlaczego nigdy nie piję alkoholu"

  • środa, września 20 2017
"Oto dlaczego nigdy nie piję alkoholu" fot. pixabay.com

Alkohol - jak chrześcijanie powinni mieć do niego stosunek i czy w ogóle powinni go pić?

46 lat temu Pan łaskawie zbawił mnie od życia grzesznej destrukcji - narkomanii i upijania się. Od tamtego dnia aż do dziś nigdy nie brałem narkotyków ani nie wziąłem łyka alkoholu poza spożywaniem wieczerzy Pańskiej.

Czy wierzę, że Pismo Święte wymaga całkowitej abstynencji od wszystkich wierzących? Nie.

Czy wierzę, że Jezus dosłownie zamienił wodę w wino w 2. rozdziale Ewangelii Jana, nawet jeśli wino nie było tak sfermentowane jak dziś? Tak.

Czy wierzę, że niektórzy chrześcijanie mogą pić niektóre napoje alkoholowe umiarkowanie, nie grzesząc wobec Boga? Z pewnością.

Nie występuję więc jako czyjś sędzia ani nie staram się komukolwiek narzucić swoich przekonań. Po prostu chcę podzielić się z wami tym, dlaczego wstrzymuję się od alkoholu od 46 lat, bo często zadawano mi to pytanie na przestrzeni lat.

Po pierwsze, choć kochałem narkotykowy haj i upijanie się, zanim zostałem zbawiony, to nie lubiłem smaku alkoholu. Kiedy zrezygnowałem z upijania się, to picie przestało mnie interesować. Nie miałem żadnej pokusy ani pragnienia.

Inaczej było z moją żoną Nancy, która narodziła się na nowo w 1974 roku. Ona lubiła smak alkoholu i upijanie się, zanim została zbawiona. Więc ona nie miała wątpliwości czy powinna unikać nawet smaku alkoholu, gdy była już w Panu. Po co igrać z ogniem? Z piciem wiązały się w jej życiu tylko grzeszne skojarzenia.

Po drugie, kościół, w którym Nancy i ja nawróciliśmy się, praktykował całkowitą abstynencję, więc to stało się i naszą praktyką.

Szczerze mówiąc, nie pamiętam, by pastor nauczał o tym w tamtych latach. Nauczyliśmy się tego od innych wierzących. Niektórzy z nich również dużo pili przed zbawieniem. Dla nich również dość naturalne było, że przecięli tę nić łączącą ich ze światem.

Po trzecie, zacząłem głosić w 1973 r. w wieku 18 lat, więc szybko zaczęto mnie uznawać za lidera na pewnym poziomie. Jaki dawałem przykład? Czy gdyby inni poszli za mną, to otrzymaliby pomoc czy zranienie?

Dla mnie był to jeszcze jeden powód, by nie pić w towarzystwie, bo wielu wierzących miało problem z piciem przed zbawieniem, a inni nadal zmagali się z tym już po tym, jak zostali zbawieni. Po co więc dawać im jeszcze jedną możliwość potknięcia się?

Po czwarte, słyszałem tę samą smutną historię wiele razy na przestrzeni dziesięcioleci - były alkoholik widzi, jak inny brat lub siostra pije wino do obiadu albo przychodzi do twojego domu i widzi, że masz piwo w lodówce. Myśli więc "skoro dla niego to jest w porządku, to pewnie dla mnie też" i pije jednego drinka. Tylko jednego. Po czym szybko wpada znów w niewolę. Czasami na lata.

Więc twoja wolność, która może być całkowicie w porządku między tobą i Panem, ostatecznie niszczy drogocennego brata lub siostrę.

Paweł odnosił się do tego w kontekście jedzenia składanego w ofierze bałwanom, ale zasada jest ta sama - "I tak przyczyni się twoje poznanie do zguby człowieka słabego, brata, za którego Chrystus umarł. A tak, grzesząc przeciwko braciom i obrażając ich słabe sumienie, grzeszycie przeciwko Chrystusowi. Przeto, jeśli pokarm gorszy brata mego, nie będę jadł mięsa na wieki, abym brata mego nie zgorszył". (1 Kor. 8,11-13).

Wniosek jest taki, że powinniśmy kłaść większy nacisk na pomoc słabszym braciom i siostrom, niż na cieszenie się swoją wolnością.

Po piąte, posługuję w wielu różnych kościelnych kulturach. Niektóre z nich również praktykują pełną abstynencję. Dlatego wybieram bardziej rygorystyczną drogę życia.

Posługiwałem na przykład we Włoszech i Anglii. Odbyłem tam 40 podróży. Jadałem z innymi chrześcijańskimi liderami, którzy piją szklankę wina lub piwa przy jedzeniu. Nigdy nie widziałem ich upitymi ani nie miałem odczucia, by robili coś niewłaściwego. To ich kultura i to jest między nimi a Bogiem.

Posługiwałem także w Azji, w większości w Indiach i nigdy nie widziałem, by wierzący pił tam alkohol. Podobnie w Afryce.

Osobiście więc wolę żyć tak samo w obu kulturach, bo jeśli zapytają mnie o moje osobiste życie w tym surowszym środowisku, to mogę odpowiedzieć, że nigdy nie piję.

Po szóste, Pismo Święte mówi, byśmy byli trzeźwi i czujni (na przykład w 1 Piotra 5,8), a alkohol łatwo prowadzi do ospałości, nieprawidłowej oceny, rozlazłego myślenia i zachowania i jawnego pijaństwa.

Ponieważ wierzę, że należy uciekać przed tym, co niszczy (np. 2 Tm. 2,22), biegnę ku trzeźwości, a uciekam od czegokolwiek, co prowadzi do pijaństwa.

Po siódme, nie chcę zostać zniewolony przez jakiekolwiek ziemskie przyzwyczajenie (przez dziesięciolecia byłem czekoladoholikiem. Przez Bożą łaskę zostałem całkowicie uwolniony, tak jak od innych uzależnień żywieniowych).

Łatwo jest stać się zależnym od tego jednego drinka, by się uspokoić, złagodzić ból, uciszyć lęki.

Być może bardziej polegasz na tym jednym drinku niż na Panu? Może stajesz się od niego zależny? Może jeden drink przechodzi w dwa, trzy albo więcej?

Pomimo kłamstw ciała i świata, grzech nigdy nie daje satysfakcji. Zamiast tego, prowadzi do kolejnych grzechów, potem do gorszych grzechów i zniewala.

W którym kierunku prowadzi cię twoje picie? Czy wchodzisz teraz w alkohol, ogólnie rzecz biorąc? Czy próbujesz coraz mocniejszych trunków i zachęcasz swoich przyjaciół, by robili to samo? Bierzesz udział w imprezach z piciem, gdzie upajasz się swoją "wolnością"?

Czy piłeś więcej, niż planowałeś, nawet lekko się upijając?

Znów, nie gram tu Boga. Nie siedzę tu jako twój sędzia. Ale jeśli odpowiedziałeś "tak" na którekolwiek z ostatnich czterech pytań, to mogę ci niemal zagwarantować, że znajdujesz się na równi pochyłej w niewłaściwym kierunku i że niedługo twoja "wolność" zamieni się w niewolę.

Dlatego mam osobiście problem z podejściem do służby na zasadzie "piwa i Biblii".

Z jednej strony rozumiem, że kościoły chcą wychodzić grzesznikom naprzeciw tam, gdzie są i zapraszać ich na studiowanie Słowa w komfortowym środowisku. Ale w którym momencie ci grzesznicy słyszą przesłanie o pokucie, które zawiera w sobie także pokutę z pijaństwa? I jak wielu byłych alkoholików w kościele potyka się i upada z powodu tego środowiska?

Powiem to znów - dzielę się swoimi osobistymi przekonaniami i dość dobrze znam argumenty, że ci, którzy nauczyli się pić umiarkowanie przez całe życie, nie będą mieli problemów i nie będą się upijać.

W wielu przypadkach to prawda, jak w tradycyjnej żydowskiej kulturze, gdzie małe ilości wina stosuje się do różnych dań i obrzędów.

Ale w kraju takim jak Ameryka, gdzie jest tak dużo pijaństwa i upadku, wolałbym się mylić w drogą stronę i po prostu nie mieć nic wspólnego z alkoholem w tym świecie.

Nawet w czasach biblijnych, gdzie napoje alkoholowe mogły nie być tak sfermentowane jak dziś i gdzie większość wierzących z pewnością nie praktykowała pełnej abstynencji, nadal mamy to ostrzeżenie: "Wino - to szyderca, mocny trunek - to wrzaskliwa kłótnia; i nie jest mądry, kto się od niego zatacza." (Przyp. 20,1).

Są dużo ważniejsze rzeczy niż jedzenie i picie. Dlatego apostoł Paweł napisał: "Królestwo Boże to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym." (Rz. 14,17).

Wszyscy dążmy do "sprawiedliwości i pokoju i radości w Duchu Świętym" w sposób, jaki odpowiada królewskiemu kapłaństwu przed Bogiem.

Autorem artykułu jest dr Michael Brown - chrześcijański apologeta, publicysta, posługujący, autor książek i programów telewizyjnych.

Na podstawie: Charisma News

Zobacz także: Podano 50 powodów, dlaczego chrześcijanin nie powinien pić

REKLAMA