W. Brytania: wstrząsające skutki legalizacji homomałżeństw

  • środa, września 27 2017
gejowska parada w Londynie gejowska parada w Londynie fot. pexels.com

To już cztery lata, odkąd brytyjski parlament zalegalizował tzw. małżeństwa homoseksualne.

Teraz plebiscyt w sprawie legalizacji odbywa się w Australii. Nic dziwnego więc, że Australijczycy przyglądają się zmianom, jakie zaszły w Wielkiej Brytanii po ustanowieniu prawa.

W australijskim serwisie The Spectator czytamy, że konsekwencje legalizacji na Wyspach Brytyjskich są widoczne i to w wielu sferach życia. Mają one związek również z transseksualizmem.

Portal podaje przykłady:

Transport for London - jednostka organizująca komunikację w metropolii wprowadziła zakaz używania "heteronormatywnych" słów, takich jak "panie" i "panowie".

Uniwersytety grożą studentom, którzy nadal używają słów "on" i "ona". Zamiast tego, stosowane mają być zaimki neutralne płciowo jak "ze".

Wierzący mieli być chronieni przed nową polityką.

Jednak po czterech latach ci sami ludzie, którzy składali "dobroduszne" obietnice, dziś pracują niestrudzenie na rzecz czegoś dokładnie odwrotnego.

Brytyjska minister ds. równości Justine Greening oświadczyła, że kościoły muszą być zmuszone do "dostosowania się do współczesnych postaw".

Z kolei przewodniczący Izby Gmin powiedział: "myślę, że małżeństwo będzie w pełni równe dopiero, kiedy będziesz mógł się pobrać w kościele, w którym chcesz bez konieczności walki z kościołem o równość, która powinna być twoim prawem".

To, jak bardzo gejowskie lobby jest wojownicze, okazało się także podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Na celowniku znalazł się Tim Farron - lider Liberalnych Demokratów, chrześcijanin.

Niemal w każdym wywiadzie był pytany o to czy uznaje homoseksualny seks za grzech. W końcu znękany zrezygnował z przywództwa w partii. Jak później wyjaśnił, nie da się być praktykującym chrześcijaninem, a jednocześnie zajmować prominentne stanowisko w polityce w Wielkiej Brytanii.

Gejowska tyrania dotknęła również adopcji.

Wierzący rodzice starający się o adoptowanie dzieci napotykają na trudności, przesłuchania. Ci, którzy nie popierają homoseksualizmu, nieraz tracą szanse na spełnienie rodzinnych marzeń.

Mają miejsce prześladowania. Przed wyborami parlamentarnymi dom deputowanego Davida Burrowsa sympatyzującego z organizacją prorodzinną "Koalicja dla Rodziny" został obrzucony odchodami. Jego dzieciom grożono śmiercią.

Wielu ciężko pracujących Brytyjczyków straciło pracę. Tak jak Adrian Smith zwolniony przez fundusz lokatorski w Manchesterze, gdy zasugerował, że państwo nie powinno narzucać swoich zasad miejscom wiary i sumienia. Albo Richard Page zwolniony po tym, jak stwierdził, że lepiej dla dzieci jest, gdy są adoptowane przez pary heteroseksualne.

Trudne czasy nastały dla małych przedsiębiorstw trzymających się tradycyjnych wartości.

Na przykład w Irlandii Północnej piekarnia Asher's Family została upomniana przez sąd za to, że odmówiła udekorowania tortu z progejowskim przesłaniem. Sądy utrzymują, że właściciele przedsiębiorstw muszą promować idee LGBT niezależnie od osobistych przekonań.

Również National Trust, organizacja z 4,2 mln członków, której celem jest opieka nad spuścizną brytyjskiej kultury, postanowiła dołączyć do kampanii LGBT. Każdemu z jej 62 tys. wolontariuszy nakazano noszenie tęczowej plakietki. Tych, którzy odmówili, odsunięto - aż do czasu, gdy będą gotowi do publicznego demonstrowania "tolerancji".

Jednak, jak zauważa think tank Bow Gropup. "małżeństwa jednopłciowe promowane w Wielkiej Brytanii jako sprawa rzekomej tolerancji i równości, przyniosły najbardziej nierównie i nietolerancyjne rezultaty ze wszystkich spraw politycznych w tych czasach".

Najgorsze jest to, że dewiacje są wpajane niewinnym dzieciom.

Edukacja seksualna, programy telewizyjne skierowane już do trzylatków promują "płynność płciową".

Ministrowie nie pozwolili zaniepokojonym rodzicom wycofać dzieci z zajęć szkoły podstawowej, a "zewnętrzni edukatorzy" uczą dzieci pozycji seksualnych, "satysfakcjonującej" pornografii i masturbacji. Niepokoje odnośnie chorób przenoszonych drogą płciową i rozwiązłości są uznawane za "staroświeckie".

Coraz większej presji odnośnie akceptacji gejowskich "małżeństw" poddawane są niezależne szkoły religijne.

Na podstawie: The Spectator

Zobacz, jak homoseksualiści rzeczą sami sobie

REKLAMA