"Mówiły: nie wyjdziemy". Była czarownica o uwolnieniu od demonów

Reklama

"Mówiły: nie wyjdziemy". Była czarownica o uwolnieniu od demonów

niedziela, 28 marzec 2021 16:34
Jenny Weaver Jenny Weaver fot. CBN News

Jeszcze jako nastolatka parała się okultyzmem. Uważała, że to fajne. Myślała, że będzie jak na filmach. Zaczęły ją jednak dręczyć demony. Do tego stopnia, że w pewnym momencie chciała umrzeć.

Gdy Jenny Weaver zaczynała mówić o świecie demonicznym, zdarzało się, że lampy się psuły i pękały, na ziemię leciało szkło. Nieraz w jej pobliżu szuflady ruszały się same.  

Demoniczne sztuczki przemieniły się w coś jeszcze bardziej złowieszczego.

Jenny była wychowywana przez bardzo surowych rodziców, a w jej kościele przedstawiano Boga nie jako pełnego miłości Ojca, ale jako mściwego, gniewnego Boga gotowego posłać grzeszników do piekła.

- Myślałam, że Bóg mnie zawiódł. Byłam przepełniona wstydem i potępieniem - wspomina.

Gdy miała 13 lat, ojciec porzucił jej rodzinę. Wraz z mamą i rodzeństwem została bez środków do życia.

- Widocznie nie jestem godna tego, by być kochana, by ktoś się o mnie troszczył. Nie powinnaś nawet żyć. Po co tu jesteś. Lepiej byłoby, gdybyś się zabiła - mówiła do siebie.

Zaczęła palić marihuanę. Potem obejrzała film o nastoletnich czarownicach. I tą drogą poszła. Zaczęła czytać książki o czarach i okultyzmie. Próbowała rzucać zaklęcia na swoich znajomych.

Wyznawała religię wicca.

- Ta religia mówi "rób, co chcesz, ale nie wyrządzaj nikomu krzywdy". Czułam się, jakbym była dobrą wiedźmą. Miałam wrażenie, że miałam moc, byłam podekscytowana - tłumaczy.

To była jednak tylko iluzja, bo trudności w jej domu się nie kończyły. Gdy miała 17 lat, po ostrej kłótni z mamą uciekła z domu. Porzuciła też naukę. W kolejnych latach szwendała się po domach znajomych i miejscach, gdzie używano narkotyków. Brała coraz twardsze. Czasem znikała na kilka dni.

- Cierpiałam przez cały ten czas i angażowałam się w szalone rzeczy. Oddawałam się wszystkiemu i się tym nie przejmowałam - opowiada Jenny.

Wprowadziła się do mieszkania razem z koleżanką, której rodzina parała się czarami. Pokazała jej ona rzeczy, które, jak sądziła, były nieszkodliwe i zabawne. Otworzyły jednak drzwi na ciemność i przerażający świat, który, jak wcześniej myślała, istniał tylko w książkach i filmach.

- Czułam, jak demoniczne duchy chodziły koło mnie, tak jakby byli to ludzie. Dotykały mnie, drapały ścianę. To przeszło od "to będzie prawdziwa frajda" do "będę cię dusić aż umrzesz. Odbiorę ci życie". Byłam stale dręczona - mówi Weaver.

Przerażona przestała parać się czarami, ale demon uzależnienia wciąż męczył ją w kolejnych latach.

- Mówiłam: "jeśli teraz umrę, to umrę". Leżałam i mówiłam: "mam nadzieję, że po prostu umrę. Mam nadzieję, że te narkotyki tym razem mnie załatwią" - opowiada.

Gdy miała 26 lat, mieszkała ze swoim chłopakiem Stephenem. Była uzależniona od metamfetaminy. Zaszła w ciążę. Pewnego dnia, nie widząc nadziei ani dla siebie ani dla dziecka, zawołała do Boga.

"Padłam na kolana i zawołałam tak głośno, jak mogłam: "Boże, pomóż mi!". To było jak najgłośniejszy, najdłuższy krzyk. Jęczałam, mówiąc: "proszę...". Nie zobaczyłam wtedy żadnej błyskawicy ani niczego takiego, ale odczułam pokój. Wtedy Pan po raz pierwszy zwrócił się do mnie w moim sercu: "pomogę ci" - wspomina.

Pomoc nadeszła w nieoczekiwany sposób. Dwa dni później została aresztowana i trafiła do więzienia. Musiała przejść terapię odwykową. Tam usłyszała o niebiańskim Ojcu, który jest kochający, miłosierny i gotowy, by
jej przebaczyć przez Swojego Syna - Jezusa Chrystusa. Pewnego wieczoru szeptała w modlitwie...

"Płakałam i powiedziałam: "Boże, po prostu chcę, żebyś mi pomógł. Naprawdę chcę kochać ludzi, ale było mi ciężko. Poprosiłam Pana, by to zabrał. Powiedziałam: "Boże, oddam Ci dziś swoje życie". I poddałam się Panu
- mówi Jenny.

Wiedziała już, że Bóg przebaczył jej wszystko, przez co przeszła i co zrobiła.

- Kiedy Jezus to dla mnie zrobił, to zmieniło wszystko. Ci, którzy mnie odrzucali... On przyszedł i to uzdrowił - opowiada.

W dniu, w którym wyszła na wolność, urodziła zdrową córeczkę - Cameron. Później Stephen również przyjął Chrystusa. Pobrali się w 2013 roku.

Jednak część jej przeszłości wciąż nie odpuszczała. Przez kilka lat odczuwała obecność ciemności w swoim życiu. Podczas jednego z nabożeństw pewna kobieta poprowadziła ją w modlitwie, by wyrzekła się czarów.

- Mówiłam: "wyrzekam się". Gdy po raz pierwszy próbowałam to powiedzieć, nie chciały mi na to pozwolić. Nie byłam w stanie tego wypowiedzieć. One mówiły: "nie wyjdziemy, nie". Przeklinały i pluły. To było bardzo, bardzo szalone - opisuję tę sytuację.

Wreszcie doszło do uwolnienia.

- Wiedziałam, że to uwolnienie nastąpiło. Mogłam to poczuć. Wiedziałam, że jestem wolna, a one odeszły. Dziękuję Ci, Jezu! - mówi z radością Jenny.

Z czasem nawiązała bliską relację ze swoją mamą. Pogodziła się też z ojcem na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Dzisiaj jest matką, przedsiębiorcą, a w kościele liderką uwielbienia pełną pasji dla Pana.

Na podstawie: CBN News

Reklama

Reklama

Reklama

Please publish modules in offcanvas position.